It isn't important.

Who am I? This is the secret.

Maturalnie.

Łooohohoho, ostatni wpis był z początku ferii. Same “zimowe wakacje” były bardzo udane, w końcu udało mi się nawiązać bardzo fajną znajomość, która trwa i mam nadzieję, będzie się rozwijać ;) 

A dziś? Mamy 4 maja, czyli w tegorocznym kalendarzu szkolnym to początek matur. Na pierwszy ogień poszedł polski. Czy był trudny? Nie wiem. Jak mi poszedł? Nie wiem. Akurat tym przedmiotem przejmuje się średnio bo raczej nie będzie brany pod uwagę przy moim kierunku studiów, ale fajny by było gdyby ta liczba “jakoś” się prezentowała. Teraz wolne do wtorku, ponieważ w ten dzień jest matematyka. Ją muszę -zdać-. I nic więcej! Wiadomo, 30% szału nie robi, ba kreuje mnie na potencjalnego debila, ale lepszy rydz niż nic. Chętnie zobaczyłbym arkusz podobny do tego z tamtego roku. Nie był trudny i efekt końcowy mnie satysfakcjonował. 

Czwartek? Angielski. I tutaj zaczynają się schody. Muszę go zdać całkiem nieźle. Co prawda przykładałem się w tym roku do języka obcego no ale. Lepiej dmuchać na zimne ;) 

Zostaje jeszcze 17 - geografia i ustne, ale one są bardziej dla picu, niż rzeczywiście coś wnoszą. 

Na dziś tyle, może zmuszę się do następnego wpisu po maturach, opisującego moje wrażenia. 

Tymczasem idę odpoczywać, nie ruszam już nic dziś, jestem zmęczony. 

hi5!

Do odwaznych swiat….

Ho, ho, ho dawno mnie tu nie było. Nie wiem czym się wytłumaczę, może brak weny? Ewentualnie brak czasu? Z tego dwojga chyba jednak to pierwsze. Nie miałem o czym pisać. Wszystko kręciło się w okół tego samego schematu. 

Szkoła -> dom -> zajęcia dodatkowe -> nauka -> spanie - szkoła…… 

Dziś jest pierwszy dzień ferii. Co mam zaplanowane? Chyba nic. Trzeba wziąć się za pracę z polskiego, ogarniać materiał na maturę, a przed maturą jeszcze na przedmioty, które są mi do szczęścia baardzo potrzebne (np. chemia i fizyka;)). 

Przejdę teraz do głównej części, o której chciałem napisać. 

Jest takie ładnie powiedzenie, że do odważnych świat należy. I chyba jest w nim trochę racji. Czasami można zaszaleć i zrobić coś, czego nigdy by się nie zrobiło. A nóż wyniknie z tego coś ciekawego? ;) 

Zobaczymy. 

Do najbliższego przeczytania! 

hi5! ;) 

Relacje.

Środa 21.21, 25 styczeń.

Dziś niespodziewanie naszła mnie jakaś chwila refleksji. Jak to się stało, że w przeciągu 1-2 miesięcy moje relacje z kilkoma osobami uległy całkowitej przemianie. Mówię o przemianie jak najbardziej na plus. 

Mimo, że jestem osobą wydaje mi się, towarzyską to od zawsze brakowało mi osoby, z którą mógłbym tak po prostu, po ludzku porozmawiać o tym co mnie boli, co leży mi na sercu. Teraz mam kilka takich osób, co mnie naprawdę bardzo cieszy. 

Dodatkowo w końcu znalazłem kilka kumpel, poważnie “kumpel”, z którymi mogę iść na piwo, ponabijać się i porobić z siebie debila (uu nowość;)) 

To wszystko jest serio, mega zajebiste. Jakoś tak od razu podbudowuje człowieka. 

Pozytywny wpis c’nie? ;) 

hi5! 

Zima, zima

To chyba już standard w moich postach. 

Godzina 1.03, 14 styczeń. 

Na usta ciśnie się jedno słowo: zima! Kiedy zaczął dziś sypać śnieg pomyślałem: ej czekaj czekaj jak to śnieg? Przecież tak fajnie było?! Następnie szybki rzut oka na telefon i: okej, okej w sumie śnieg o tej porze roku to raczej norma. 

Jeśli miałbym wybierać między deszczem a śniegiem, wybieram to drugie ;) 

A tak przy okazji, to 13.01 skończyło się półrocze. Kurcze ale to zleciało. Co gorsza drugie jest duużo, dużo krótsze. Zawsze obiecuje sobie i wmawiam, że musze się uczyć, złapać oceny, żeby później mieć spokój; hahaha dobre :D i tak wiem, że na chybcika będę latał w kwietniu, żeby dociułać do 3 ocen z każdego przedmiotu i móc z czystym sercem wyjść ze szkoły i zakończyć ten etap mojej edukacji. 

A tak by the way, to szybko człowiek się starzeje. Koniec LO?! Jak to, przecież nie dawno je zaczynałem. Ale co zrobić? Takie jest życie człowieka, a przez nasz dziwny pośpiech, zlatuje ono szybciej. 

Miłego weekendu! 

hi5!

… i po 100dniowce.

Ehh, szkoda, że to już wszystko za mną. Była to najwspanialsza impreza w moim dotychczasowym życiu. Mnóstwo zabawy, tańca i śmiechu. Niezapomniani, kochani kompani, genialna atmosfera. 

Jak to mówią, wszystko co dobre szybko się kończy. To, skończyło się zdecydowanie za szybko. 

Ja chce jeszcze raz! 

100dniowka

Tak, tak, tak chociaż w zasadzie: nie, nie, nie. 

Już za 3 dni w naszej szkole odbędzie się “wyczekiwana” studniówka. Im jej bliżej, tym bardziej odechciewa mi się na nią iść. Mam dość tego poloneza i ziomeczka-discopolowca, który raz, że nie umie logicznie myśleć a dwa, nie ma pojęcia o jakiejkolwiek organizacji. 

Pomijając studniówkę. Ładną mamy wiosnę tej zimy, chociaż szczerze? Męczy mnie ona. Naprawdę wolałbym śnieg, machanie łopatą każdego ranka aby choć troszkę ogarnąć wyjście z domu, spóźnione busy i dzieci rzucające się kulkami. A tak? Ni to zima, ni to wiosna. 

P.S Nie ogarniam dziewczyn. Jeśli jesteście z Wenus, proszę, wracajcie tam! 

Swieta, Swieta i….

…. i po świętach. A no właśnie. Tydzień przygotowań, biegania, nerwów tylko po to aby wszamać kolacyjkę wigilijną, złożyć sobie życzenia, rozpakować prezenty, skoczyć ewentualnie na pasterkę a następnie przez bite dwa dni się meeeega nudzić. Nie wspominam już o atmosferze, której: 

1) nie czuję 

2) jak mam czuć skoro nie było śniegu?! 

Co do drugiego podpunktu nie jestem całkiem szczery. Wstając 24 grudnia, wyjrzałem przez okno i? Hmm, coś na trawie było. To coś miało szary kolor, było brudne i bardziej przypominało coś rozmokłego niż śnieg. I tak o 12 w południe tego czegoś już nie było. Radio na siłe chciało wprowadzić klimacik grając co jakiś czas jakieś kolędy, ewentualnie piosnki anglojęzyczne w których przewijały się dzwonki i co jakiś czas słowa: christmas, snow, santa claus. 

Dlatego nie słucham radia, ewentualnie PR Czwórka. 

To tyle. Ten tydzień mam wolny, więc może coś jeszcze naskrobie ;) 

P.S Wiem, że troszkę spóźnione ale święta trwają jeszcze jakieś 7,5h. 

Chciałbym życzyć wam spokojnych i radosnych świąt, udanego i niezapomnianego (: sylwestra. 

Do przeczytania w starym, ewentualnie nowym roku. 

Ciao ;) 

Wspomnienia.

Nienawidzę siebie za jedną, wydawać by się mogło mega prozaiczną rzecz. Potrafię zmienić swój humor, w zasadzie bez żadnego powodu w ciągu kilku chwil. Nie mam pojęcia co się wtedy dzieje. Wystarczy, że usłyszę 5-6 słów i mój dobry humor pryska niczym bańka mydlana. Serio, jest te irytująca przypadłość. 

Drugą rzeczą to wspomnienia. Wspomnienia przez które człowiek nie umie uwolnić się od dziwnych myśli. Po kilku chwilach już nie wie, czy uczucia żywione do kogoś są nadal żywe czy są tylko chwilowym powrotem do przeszłości. 

A może potrzebna jest mi jakaś druga osoba, która pomoże mi powalczyć z tymi “nagłymi” napadami “chwil dawnych”? Hmm, być może ;) 

Przepraszam, za mega chaotyczny post, taki mam dziś dzień i nastrój. 

Pardon! 

18:17 

11 grudnia 2011. 

Jest zimowy, niedzielny wieczór. Za oknem delikatne opady śniegu, koło telefonu i komputera stoi kawa w moim ulubionym czerwonym kubku. 

O czym chciałem dziś pisać? Nie będzie to długi post, ba, z resztą w dłuższych formach przeważnie się gubię ;) od końca listopada, kiedy zacząłem pisać ten blog, w moim życiu dość dużo się zmieniło. Wydaje mi się, że na plus. Mega odżyłem, w większości poukładałem swoje sprawy, które już nie wprowadzają bałaganu w mojej głowie.  Za chwilę święta i koniec półrocza. Oceny nie są tragiczne chociaż mogły być dużo lepsze, wszystko przez moje wrodzone lenistwo, i chyba też przez problemy, które spowodowały spadek napięcia w bateriach ;) 

Na koniec morał. Czasami trzeba coś skończyć, zamknąć za sobą pewne drzwi, które nieświadomie blokowały Ci drogę do szczęśliwszego życia. 

Hi5! 

22:41 

Okej, jest weekend. Leżę w łóżku, troszke choruje. W słuchawkach? Aktualnie chyba Gentleman. Cały kraj żyje losowaniem grup na Euro 2012, które odbędzie się w kraju nad Wisłą oraz naszym sąsiadem zza miedzy. Mniejsza czy Polska ma szanse wyjść z grupy, czy nie. Pewnie za kilka dni będzie już o tym cicho. Tymczasem uderzyła mnie inna rzecz. Jest już grudzień. A dokładnie jeszcze przez godzinę, 2 grudnia. Za 22 dni święta. Czujecie je? Nawet reklama Coca Coli mnie średnio nakręca. Zawsze już od połowy listopada chodziłem jak głupi i żyłem świętami. W tym roku jakoś tego nie ma. Kurcze, starzeje się? Nie, może nie, chociaż kto wie. Nie ma się już 15 lat i kręconych włosów ;) 

Skoro rzucałem datami to zarzucę jeszcze jedną. Za mniej więcej 35 dni studniówka. Jak łatwo policzyć zostaje jakieś plus, minus 150 dni do matury. Po maturach dłuuuugie wakacje. 

Jakiś morał? 

Chce wakacje. Amen